Now you can Subscribe using RSS

Submit your Email

Strona w przebudowie

Trwają prace nad poprawieniem jakości i funkcjonalności tej strony.
Wszystkie artykuły są dostępne. Przepraszamy za niedogodności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje. Pokaż wszystkie posty

6 grudnia 2014

Kolędowanie czas zacząć

Englih&Management Academy

Kolędowanie czas zacząć

Basia Rogala

zaskoczył mnie fakt, że to już

Właśnie zaczęłam próby do koncertów kolęd. Muzycy powiedzą – nic dziwnego. Przecież zawsze musimy przygotować się z wyprzedzeniem na to kolędowanie grudniowo-styczniowe. Jednak w tym roku zdecydowanie zaskoczył mnie fakt, że to już… Dopiero co dotarło do mnie, że była Niedziela Chrystusa Króla, co niechybnie dąży ku początkowi Adwentu. Dopiero co zaczęłam się zastanawiać jak chciałabym przeżyć czas Radosnego Oczekiwania, dopiero co „fukałam” na pogańskie obyczaje andrzejkowe w kawiarniach, a tu bach… Mizerna cicha, stajenka licha…

18 października 2014

Miłość, wierność i uczciwość

Englih&Management Academy

Miłość, wierność i uczciwość

Szczęśliwe małżeństwo

Sezon ślubny czyli o Miłości, Wierności i Uczciwości Małżeńskiej słów kilka

„...a ile w tej kwocie Pani śpiewa numerów?”
 
Z racji mojego zawodu (jestem wokalistką) dosyć często bywam na ślubach. Ludzie dzwonią, zadają pytania, proszą o jakieś szczególne utwory, albo mówią „Pani lepiej wie co tam się śpiewa”. Potem zaczyna się „taniec” organizacyjny z organistą. Zagra, nie zagra? Co robimy jak nie zagra? A jak zagra to pytanie JAK zagra? (Najbardziej lubię grać ze swoimi znajomymi. Wiem na co mogę liczyć. Jednak i organiści z 40letnim stażem potrafią mnie zaskoczyć swoją grą bardzo pozytywnie!) Jest jeszcze temat pieniędzy. Podejście jest naprawdę różne : „a! ok.! myślałam, że to będzie droższe”, „aha, to ja jeszcze oddzwonię…”, „a ile w tej kwocie Pani śpiewa numerów?” – moje ulubione ;) Na te i inne pytania wraz z Państwem Młodym, lub z którymś z ich rodziców próbujemy sobie odpowiedzieć. Przez ten czas telefonowania udaje mi się wyobrazić sobie trochę jacy to ludzie, czym dla nich jest ten ślub. Z ciekawością zerkam z chóru na dół, gdy wchodzi Para Młoda. Patrzę na suknię, na krok, na wzrok… Z samego doboru repertuaru można również wiele wywnioskować. Goście także zachowują się różnie. Bywają śluby, gdzie nikt poza Parą Młodą nie przystępuje do Komunii, a bywają i takie, gdy przygotowanej muzyki na Komunię brakuje. Co to za radość! Móc w pośpiechu szukać czegoś dodatkowego, bo jeszcze ludzie idą i idą…. Do Pana! Są dni, gdy Parze Młodej i gościom ksiądz jest zmuszony co chwila przypominać: „proszę uklęknąć” lub „proszę wstać”; w inne na dźwięk dzwonków ludzie jak „jeden mąż” klękają na kolana. Będąc takim muzykiem można przeżywać ceremonię w dwojaki sposób. Jako usługę/koncert, lub jako współudział w czymś naprawdę wielkim. Oto dwoje ludzi staje naprzeciw siebie i przyrzeka sobie! W dodatku zaprasza świadków, aż tylu! Rzadkie w dzisiejszych czasach…. Co przysięgam, przyrzekam tak na co dzień? I jaką wagę mają moje słowa… I czy chciałabym mieć świadków tej przysięgi? Takie i inne refleksje nasuwają mi się w czasie tychże ślubów. Dziś brałam udział w ślubie wyjątkowym. Nie było kamery, Panna Młoda miała wianek i jednocześnie welon. Ubrana była w suknię z zakrytymi ramionami. Flesze aparatów pstrykały faktycznie w tych najważniejszych momentach. Szacunek do przebiegu Eucharystii został zachowany. Grałam z dobrym, wierzącym człowiekiem utwory wybrane przez Pannę Młodą. Były to głównie utwory oparte na słowach psalmów, w aranżach dominikańskich na czterogłos. Znamy się z widzenia z jednej z katolickich wspólnot. Po Jej podejściu do Sakramentu Małżeństwa (prosiła o utwory, które będą wielbiły Boga), a następnie obserwując ich przy ołtarzu jestem pewna, że ta decyzja była przemyślana. 

Będąc mężatką nie sposób uniknąć porównań

Co ja myślałam, jak przysięgałam, jak moja przysięga żyje w naszym związku dziś, po 5 latach. Czym naprawdę jest Miłość, Wierność i Uczciwość Małżeńska? Poniżej parę moich refleksji. 

Miłość Małżeńska

Nie ma zbyt wiele wspólnego z szeroko pojętą miłością tego świata. Na samym początku należałoby dodać: Miłość nie znająca granic, a jednak świat próbuje ją w granice zamknąć. Kiedy myślę o naszej Miłości to myślę o Pełni. Spotykam mojego Męża w pełni. Aby móc Go tak spotkać najpierw muszę sama otworzyć się na Niego w pełni. Przekroczyć granicę własnych lęków, zranień, wychowania, ambicji zawodowych, marzeń, oczekiwań, planów… granic które stawia zmęczenie ( w zasadzie można mówić o wykończeniu… to jedna z trudniejszych granic). Niejako porzucić swój ludzki plan, aby móc skoczyć W PEŁNI w to morze Miłości, które przygotował dla mnie Bóg (poprzez ten związek, w tym związku, w tym momencie życia). Miłość Małżeńska to Miłość Codzienna. Można mówić o małych gestach, jak wyrzucenie śmieci, ugotowanie obiadu. Są to gesty dobre, budujące relację, jednak dużo bardziej istotne jest codzienne stawanie przed sobą w Prawdzie. Najkrótszą drogą jest wspólna modlitwa i otwarcie się na Bożego Ducha. Droga Żono… czy nie chciałabyś zobaczyć, jak twój „silny” Mąż klęka przed krzyżem i tam zostawia swoje ograniczenia? Aby stanąć przed Tobą nagim, nie tylko w sensie fizycznym lecz i duchowym? Drogi Mężu… czy nie chciałbyś zamiast gorzkich słów żalu od żony usłyszeć, jak pod krzyżem Jezusa je zostawia? Usłyszeć na głos słowa Jej modlitwy, aby mogła stanąć przed Tobą naga, w całej Prawdzie? 

Jeśli nie będziemy stawać przed sobą codziennie w Prawdzie będziemy dawali murom rosnąć, aż w końcu zasłonią nam chwałę Boga, jaką chciał nam objawić w tym najbliższym (wtedy już najdalszym) drugim człowieku. To mam na myśli pisząc „Miłość Codzienna”.
(ciąg dalszy poniżej)

Miłość, wierność i uczciwość małżeńską...

Wierność Małżeńska

Słuchając na ślubach z jakim zaangażowaniem i jednym tchem młodzi ludzie obiecują sobie miłość, wierność, uczciwość… czasem miałabym ochotę przerwać. Powiedzieć – poczekaj, to nie takie proste. Tu chodzi o Twoje zbawienie! Tak, właśnie o to chodzi. Przysięgasz przed Bogiem i zerwanie tej przysięgi przeszkodzi w zbawieniu Twojej duszy! Nie Waszej. Twojej. Przed Bogiem stajemy osobno. Każdy z nas odpowiada za wypełnianie tejże przysięgi. A przeszkód jest wiele… I nie myślę tylko o atrakcyjnych mężczyznach, którzy chcą się nami – żonami, opiekować właśnie wtedy, gdy tkwimy w jakimś żalu do Męża lub jesteśmy w konflikcie z Nim. Ani o tych pięknych kobietach, które postanowiły akurat tego dnia ubrać się bardziej wyzywająco, gdy Żona odepchnęła czułość, gdy wylała na Męża swoje żale. Myślę też o tych chwilach, gdy jest coś bardziej atrakcyjnego od spędzenia czasu ze współmałżonkiem. Pokusy są różne. I wydają się bardzo niewinne, dopóki nie trwają zbyt długo. Jak stanąć w Prawdzie i nagim przed kimś, kto jest wpatrzony w ekran komputera, komórki, telewizora, lub kto zasnął… Wierność Małżeńska jest wiernością drobiazgów i musi być w naszych sercach przysięgana sobie codziennie. Może nie jako deklaracja, ale osobista decyzja każdego z nas. Tak, dziś także pragnę być wierna swojemu Mężowi. Tak, dziś także pragnę być wierny swojej Żonie. 

Uczciwość Małżeńska

Wiążę się w moim sercu głównie ze słowem „przepraszam”. Gdy zabłądzę – przepraszam. Gdy zabłądzę – zawracam. Najlepiej przez konfesjonał, do współmałżonka. Przez konfesjonał, bo tam czeka Chrystus, a to właśnie Jego na świadka braliśmy, Jego o pomoc prosiliśmy w dniu ślubu. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci! Nie da się „obejść” Sakramentu bez Boga. Nie da się przyjąć Sakramentu z powodu potrzeby białej sukienki, dla rodziców, z tradycji, „bo tak trzeba”. Skoro więc prosimy Go o pomoc wtedy, przyjmijmy Jego pomoc we wszelkich przeciwnościach, właśnie poprzez spowiedź, szukanie pojednania z Bogiem, aby móc w pełni wrócić do współmałżonka. Uczciwością Małżeńską nazwałabym dotrzymywanie obietnicy, którą składałam biorąc na świadka Samego Boga, mojego Stwórcę, który znał mnie zanim poczęłam się w łonie Mamy. Który powołał mnie do istnienia. Uczciwe jest dla mnie w małżeństwie stawiane Jezusa przed Męża, Żonę. Wypowiadanie Prawdy – zwłaszcza tej najbardziej bolesnej. Nie uzależnianie się od własnych dzieci. Dbanie o własne zdrowie – dla nas. Nie przekraczanie granic bezpieczeństwa na drodze – dla nas. Odejmowanie sobie nadmiaru obowiązków, zwłaszcza gdy wystarcza na chleb i codzienne potrzeby, aby zamiast gromadzić dobra materialne mieć więcej czasu – dla nas. Bo w tym związku Panu spodobało się nas uświęcić i tam tej świętości uczciwie szukajmy.

5 lipca 2014

Biznes to Sztuka

Englih&Management Academy
Projekt i wykonanie: olborska design

Biznes to sztuka nie jest blogiem dla grafików, więc nie zamierzam opowiadać, jakie czynności wykonałam w Ilustratorze, aby stworzyć logo. Nie będę tłumaczyć się z każdej odległości i kąta nachylenia kapelusza. Nie będę także namawiać wszystkich, by zaprzestali używania słowa „czcionka”, gdy mówią o foncie, czyli kroju pisma (to jest chyba podstawowy błąd jaki popełnia mnóstwo osób, a graficy dostają wtedy palpitacji serca). Chciałabym opowiedzieć Wam, dlaczego logo, które zaprojektowałam składa się z bardzo prostych liter i cylindra z niebieską wstążką.

Zacznę od początku. Zastanawiałam się, jakie powinno być takie logo. Wytyczne mówiły o tym, aby wyglądało „profesjonalnie, ale było przyjemne dla oka”, aby zachęcało młodych biznesmenów i studentów do czytania i zainteresowania się sztuką. Całość miała być dość prosta, nieco minimalistyczna, oparta na nazwie bloga. W sumie miałam sporą dowolność (albo źle zebrałam wymagania ;)).

Zastanawiałam się, co dla mnie oznacza hasło „biznes to sztuka”, pytałam ludzi na moim fanpage'u. Szukałam inspiracji, wszelkich powiązań, skojarzeń i innego myślenia niż moje, aby nie zamykać się wśród pierwszych pomysłów, które w grafice często wcale nie są genialne. 

Sytuacje i historie, które słyszę i obserwuję, utwierdzają mnie w przekonaniu, że biznes to sztuka.


Na początku myślałam o biznesie związanym ze sztuką – o malarzach, muzykach, projektantach, aktorach, tancerzach etc. To było bardzo prostolinijne, oczywiste dla mnie na pierwszy rzut oka. Im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym większy sens widziałam w głębszym znaczeniu sztuki biznesowej. Niedawno skończyłam studia, więc rynek pracy wciąż mnie zaskakuje. Mam znajomych pracujących w przeróżnych miejscach i zawodach. Sytuacje i historie, które słyszę i obserwuję, utwierdzają mnie w przekonaniu, że biznes to sztuka. Prowadzenie własnej działalności, zarządzanie zespołem, odpowiedzialność za wykonywane zadania… Sztuką jest z jednej strony robić to wszystko dobrze, prawidłowo, z zyskiem dla firmy i pracowników. Z drugiej strony sztuką jest robić to dobrze, a przy tym być dobrym – nie oszukiwać urzędów, nie koloryzować prawdy przed klientem, nie wciskać mu produktów, które nie spełniają jego wymagań, nie zawyżać cen, godziwie płacić pracownikom. Uczciwość, szlachetność i szczerość to wartości, które dla wielu osób nie mają związku z biznesem dzisiejszych czasów. Kryzys, wysokie podatki, duża konkurencja nie ułatwiają wejścia na rynek i utrzymania się na nim, ale nie jest to także usprawiedliwienie dla niehonorowych zachowań. Doszłam do wniosku, że bycie uczciwym przedsiębiorcą jest jak bycie gentlemanem, od którego wymaga się wysokiej kultury osobistej i obycia w towarzystwie. Dla ułożonego mężczyzny, także biznesmena, dobre maniery i szlachetna postawa są oczywiste. 

Grono gentlemanów XIX w. na spotkaniu biznesowym

Wyobraziłam sobie grono gentlemanów XIX w. na spotkaniu biznesowym. Każdy z nich we fraku, wąskich jasnych spodniach i śnieżnobiałej krochmalonej koszuli. Wszyscy w białych rękawiczkach, z laseczkami o srebrzystych gałkach i w wysokich cylindrach na głowach. Jeden z kapeluszy ukradłam z wyobrażonej scenki i umieściłam w logo. Jest on symbolem niełatwej sztuki bycia gentlemanem biznesu dzisiejszych czasów. Niebieska wstążka to akcent bardziej współczesny. Kolor ten często pojawia się w identyfikacji wizualnej poważnych przedsiębiorstw zajmujących się zarządzaniem procesami i finansami. Nie jest wyzywający, nie prowokuje, nie kojarzy się ze zbytnią swobodą. Zastosowany font to Baron Neue. Bezszeryfowy, prosty, nowoczesny i wyraźny. Bez podziału na wielkie i typowe małe litery całość jest bardziej spójna. Jedynie wyraz „to” pomniejszono, a jego podkreślenie zostało potraktowane jako myślnik pomiędzy biznesem i sztuką, które są najważniejsze w całym logo. Uznałam, że retro fonty pełne zawijasów lub pięknej ręcznej kaligrafii zaszufladkują grafikę w przeszłości i sprawią, że cały blog nabierze charakteru wspomnień i rozmyślań sprzed wielu lat, a nie aktualnej bazy wiedzy i doświadczeń młodych przedsiębiorców i artystów.
Ewa Olborska

Więcej projektów utworzonych przez panią Ewę Olborską na: www.olborska.blogspot.com

18 lutego 2014

I po trasie, czyli wykończony muzyk

Englih&Management Academy
zdjęcie: Photl

Czy czytaliście już "Trasa koncertowa od kuchni"?

A oto druga i ostatnia część tego artykułu:

Trzeci etap – po trasie… Słowa te budzą w nas wiele emocji. To zdecydowanie określenie stanu emocjonalno-fizycznego w naszym domu. Jednym słowem – wykończenie. 

Oboje cierpimy w trakcie trasy na brak snu, na nadmiar emocji i adrenaliny. Najlepsze dla nas byłoby, żebyśmy mogli zostać wtedy sami, w celu wyspania się i wyjaśnienia ewentualnych konfliktów powstałych podczas komunikacji telefonicznej, czy mailowej. Nie jest to jednak możliwe. Dzieci budzą się wcześnie rano, szukają kontaktu z tatą, chcą spędzać wspólnie z nami czas. Funkcjonujemy zatem tylko tyle ile naprawdę trzeba, zbierając w międzyczasie potrzebne siły… Co do rytuału zaparzania kawy rozumiemy się już bez słów.
W trakcie naszego stażu małżeńskiego zdarzyło się również, że wyjeżdżaliśmy na koncerty jednocześnie. Po tych doświadczeniach bardzo pilnujemy, żeby nie miały więcej miejsca. Było to w czasie, kiedy Marysia miała ok. 2 lata, a ja byłam w ciąży ze Staszkiem. Zdecydowanie nie polecam takiej organizacji pracy. 

Moje wyjazdy koncertowe nie trwają zwykle dłużej niż 2, 3 dni. Są w większości organizowane przez kogoś innego, więc nie jestem obciążona ich przygotowywaniem  jak to ma miejsce w przypadku wspierania Grześka w Jego działaniach artystycznych i w firmie.
Barbara Rogala z ROGALA MUSIC

Pakuję się, a w zasadzie wrzucam potrzebne rzeczy do walizki i wybiegam z domu. Zwykle chcę wszystko przygotować dla męża, albo dla niani…stąd ten bieg. Wskakuję do autokaru z zespołem i jadę. Ostatnio najczęściej z Vivid Singers w projekcie Queen Symfonicznie

Z własnego doświadczenia wiem, że taki wyjazd można przeżyć na dwa sposoby. Albo martwić się tym co dzieje się w domu, albo spędzić ten czas skupiając się na sobie, na relacjach z ludźmi w zespole, na śnie…

Wypróbowałam oba i zdecydowanie bardziej wolę ten drugi! Z rodziną mam oczywiście kontakt, ale staram się nie obciążać sprawami, na które i tak nie mam wpływu z odległości kilkuset kilometrów. Jak jest potrzeba to radzę, odpowiadam na pytania i przede wszystkim modlę się. 

Modlitwa jest dla nas bardzo ważna, zwłaszcza w czasie tras koncertowych. Jednoczy nas ze sobą i pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile. Jest także źródłem wewnętrznego pokoju, dzięki któremu nasze dzieci nie odczuwają aż tak mocno napięcia, chaosu czy braku któregoś z nas w domu. Ileż to razy zmawiałam już z córką wieczorny pacierz przez słuchawkę! Bogu niech będą dzięki za telefony!
--
Barbara Rogala - sopran i altowiolistka, właścicielka agencji artystycznej ROGALA MUSIC

12 stycznia 2014

Muzyka, firma i rodzina: część-1

Englih&Management Academy

Muzyka, firma i rodzina

część-1


Grzegorz Rogala

Parę dni temu nasza 3 letnia córka Marysia w trakcie wieczornej, biznesowej (a jakże)  rozmowy, wtrąciła się ze zdaniem: „Wiecie co jest dobre na życie?? Miłość!!!”

Z perspektywy Żony…  

Zmieszały się we mnie różne uczucia. Duma – bo w końcu to największa mądrość i moja 3 letnia córka mi ją przypomniała… i wstyd. Co my robimy? W trakcie kolacji z dzieckiem poruszamy tematy związane z trasą, transportem, relacjami z kontrahentami… Marysia wybrnęła z sytuacji w sposób fantastyczny. Po kolacji skakała na środku pokoju krzycząc z radością: „Jestem sobą” !!! Patrzyłam na nią z niedowierzaniem… czy to naprawdę możliwe, żeby była aż tak podobna do mojego męża? Być może nie skacze on za często po pokoju krzycząc „jestem sobą!!!”, choć i to mu się zdarza, ale zdecydowanie jest to postawa jego życia. Nie tylko zawodowego. To główny powód, dla którego postanowiłam z nim współpracować i założyć Agencję Artystyczną ROGALA MUSIC.


Barbara i Grzegorz Rogala

Firma marzyła nam się już od jakiegoś czasu… Oboje mamy bogate życie koncertowe. W rozmowach na ten temat dominowały jednak negatywne emocje. Chyba każdy, kto do własnego biznesu się przymierzał lub przymierza, musi to przejść. Masz kreatywny pomysł, ale kiedy myślisz  o firmie to oczami wyobraźni widzisz, jak stosy papierów zaprzątają najpierw twój umysł, a następnie twój dom…  

Trochę jest w tym prawdy. Zwłaszcza, kiedy firmę zakłada dwoje artystów, którzy o jej funkcjonowaniu mają niewielkie pojęcie. Ale…  dążenie do wiedzy – oto klucz do sukcesu! Zaraz po nim przydaje się umiejętność zadawania pytań. 

W naszej firmie, jak i w życiu (bo trudno rozdzielić te dwie kwestie w przypadku, gdy w firmie pracują dwie osoby i to jest małżeństwo…) uzupełniamy się. Pan Bóg spotkał nas ze sobą w sposób doprawdy niezwykły. Nasze charaktery są tak różne, a jednak tak bardzo sobie nawzajem potrzebne.


Ciąg dalszy...


--
Barbara i Grzegorz Rogala są muzykami, którzy wspólnie prowadzą agencję ROGALA MUSIC

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Distributed By Gooyaabi Templates