Now you can Subscribe using RSS

Submit your Email

Strona w przebudowie

Trwają prace nad poprawieniem jakości i funkcjonalności tej strony.
Wszystkie artykuły są dostępne. Przepraszamy za niedogodności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biznes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biznes. Pokaż wszystkie posty

2 stycznia 2016

Szukasz pracy? Podnieś głowę!

Englih&Management Academy

Szukasz pracy? Podnieś głowę!



Tradycyjne rozumienie rynku pracy oswoiło nas z takim oto obrazkiem: dygoczący ze strachu, z opuszczoną głową i zgiętym karkiem, spocony mały człowieczek w drodze na rozmowę kwalifikacyjną, prowadzoną przez nieczułego, prawie że zrobociałego smutnego pana w szarym garniturze. W niepisanej umowie społecznej zgadzamy się na sytuację, w której osoba poszukująca pracy jest traktowana niejako jak petent w urzędzie. Idzie od okienka do okienka i pyta, czy ktoś mógłby go obsłużyć, a gdy zostaje odesłany do innego pokoju, to pokornie daje się prowadzić (lub nawet wodzić za nos).

Popyt i podaż

Na rynku pracy rządzą popyt i podaż. Oczywiście dzieje się to ceteris paribus, czyli z założeniem, że pozostałe aspekty pozostają niezmienne, ale o tym później. Czym w tym kontekście jest popyt? Wcale nie generują go osoby, które nie mają pracy i jej szukają. Wprost przeciwnie! Popyt na rynku pracy reprezentują i kreują pracodawcy, którzy poszukują pracownika. Co w takim razie składa się na podaż? Podażą pracy jest to, co TY oferujesz jako osoba szukająca pracy. Jesteś potencjalnym pracownikiem, który jest gotów sprzedać swoją pracę, przychodzi na rynek i jest otwarty na negocjacje. Tak, to właśnie ty (pozwól, że będę się zwracał bezpośrednio) w swojej ofercie produkt, którym zainteresowani są pracodawcy.

Na ten wyjątkowy „produkt” składają się nie tylko wykształcenie i doświadczenie (standardowe rubryki w każdym CV), ale też gotowość do poświęcenia tych kilkudziesięciu godzin tygodniowo danej firmie, lojalność, punktualność i solidność, otwartość na nowe doświadczenia i chęć pogłębiania swojej wiedzy, dalsze zdobywanie doświadczenia i wiele więcej. Pamiętaj zatem, że to TY masz coś, czego chce (lub nie, ale o tym za chwilę) pracodawca. Nie wspomnę tu już o koszcie alternatywnym twojej pracy, bo przecież zamiast do niej iść, mogłeś robić mnóstwo innych rzeczy, jak na przykład zająć się swoimi dziećmi, nauczyć się nowego języka, czy posiedzieć na działce, lub oczywiście pracować dla konkurencji.

Pracodawcy natomiast, po stronie popytu, bywają wybredni. Oni również przebierają w ofertach i szukają najlepszego „produktu” i osoby, która mogłaby go dostarczyć na najlepszych warunkach. Oczywiście, sytuacja bywa różna, zależnie od tego, czy mamy w danym momencie do czynienia z rynkiem popytu czy podaży. Jednak uważam, że gracze się nie zmieniają i reguły również pozostają bez zmian.

Proponuję, abyś przed wyjściem na rozmowę kwalifikacyjną pomyślała i pomyślał o tym, że idziesz tam jako mniej więcej równie mocny partner w negocjacjach. Ty czegoś chcesz i ta osoba po drugiej stronie stołu też czegoś potrzebuje od ciebie. I to nie byle czego. Potrzebuje (czyli zgłasza popyt) twojej ekspertyzy, doświadczenia, wiedzy ukrytej, która idzie wraz z człowiekiem, a ty to wszystko posiadasz. Negocjuj więc, a nie proś.

Przewaga komparatywna (porównawcza)

Dlatego, jeśli nie masz za wiele do zaoferowania, to niestety stoisz na słabszej pozycji negocjacyjnej. Nie załamuj się jednak, ale staraj się ją zbudować i umocnić swoje portfolio. Wiedz jednak, że to wymaga czasu i wytrwałości. A gdy już zupełnie nie masz co zaoferować? Pamiętaj, że gdy ma się same złe strony, należy skupić się na tej, która jest z nich najmniej zła i nad nią pracować. Jeśli na niczym się nie znam, a jako tako wychodzi mi sprzątanie, to będę najlepszym sprzątającym w firmie i tym będę konkurował. Nie będę szukał pracy, która mi się marzy, ale zupełnie na niej się nie znam, natomiast moim punktem wyjścia będzie to, co jako tako mi wychodzi, i w tym będę się specjalizował.

W Ewangelii był taki jeden, który po stracie pracy mówił sobie. „Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: ‘Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą’. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę” (Łk 16, 1-3). I co zrobił? To, co mu szło najlepiej, czyli wkupił się w łaski wielu ludzi… trwoniąc majątek swego prezesa.

Z kontraktem w kieszeni

Uwaga. Nie namawiam tu oczywiście do oszustw i marnotrawstwa, ale zachęcam do potraktowania siebie nie jako obiektu, który jest przerzucany z magazynu do magazynu na rynku pracy, ale jako podmiot, który ten rynek kształtuje i ma coś niepowtarzalnego do zaoferowania. I zawsze, ale to zawsze bądź otwarty na negocjacje, a nie tylko szukaj łaski pana. Może wspólnie wypracujecie jakiś punkt równowagi, w którym i ty i pracodawca dojdziecie do konsensusu i zakończycie negocjacje z uśmiechem na ustach i kontraktem w kieszeni.

31 lipca 2014

Marzenia się spełniają

Englih&Management Academy

„Really Achieving Your Childhood Dreams” to jeden z najbardziej wzruszających a za razem motywujących filmów na YouTube. Randy Pausch, autor wykładu, dowiedział się na miesiąc przed nagraniem, że jest w zaawansowanym stadium raka.

Marzenia z dzieciństwa...

Randy opowiada o swoich marzeniach z dzieciństwa: znaleźć się w stanie nieważkości, grać w Narodowej Lidze Footballu i zostać Kapitanem Kirkiem. Następnie wyjaśnia, w jaki sposób każde z nich spełniło się w jego życiu, nie zawsze w taki sposób, w jaki by tego oczekiwał. Gdy tego słuchałem, przypomniały mi się oczywiście moje dziecięce pragnienia i o jednym chcę Wam teraz opowiedzieć.
Jako dziecko i młody chłopak zasłuchany w Queen, chciałem śpiewać. Zawsze podobały mi się występy gwiazd na wielkich, stadionowych koncertach i urzekało mnie, ile emocji można wyśpiewać w jednej piosence. Niestety, absolutnie i zdecydowanie nie mam głosu do nawet zanucenia jakiejś melodii. Więc wydanie płyty oczywiście nie wchodziło w grę.

spełniają się w życiu zawodowym!

Niedawno zostałem poproszony przez Grzegorza Rogalę i Sagit Zilberman z jazzowej formacji P.G.R. o wykonanie prac tłumaczeniowych. Chodziło o przetłumaczenie na język angielski kilku artykułów, recenzji i wywiadów z zespołem oraz dwóch wierszy.
Cóż, za to właśnie kocham pracę tłumacza – prowadzi mnie w różnych kierunkach rozwoju, pozwala pracować i nawiązywać kontakty z ciekawymi ludźmi, a przede wszystkim spełnia marzenia! Jakim to sposobem? Nagrodą za moją pracę będzie… wymienienie mnie jako tłumacza na nowej płycie P.G.R. Może i nieskromnie, ale właśnie chwalę się Wam „swoją” premierową płytą :)
Zyczę spełnienia marzeń z dzieciństwa. Wystarczy otworzyć oczy!

PS: Płyta „Poezjazz” zespołu P.G.R. będzie miała swoją premierę już za parę dni.
O Randym dowiedziałem się od pana Piotra Czekierdy z Collegium Vratislaviense na śniadaniu Towarzystwa Biznesowego Wrocławskiego.

Autor: Przemysław Wilczyński - tłumacz i specjalista ds. języka angielskiego
www.wilczynskitlumaczy.pl

5 lipca 2014

Biznes to Sztuka

Englih&Management Academy
Projekt i wykonanie: olborska design

Biznes to sztuka nie jest blogiem dla grafików, więc nie zamierzam opowiadać, jakie czynności wykonałam w Ilustratorze, aby stworzyć logo. Nie będę tłumaczyć się z każdej odległości i kąta nachylenia kapelusza. Nie będę także namawiać wszystkich, by zaprzestali używania słowa „czcionka”, gdy mówią o foncie, czyli kroju pisma (to jest chyba podstawowy błąd jaki popełnia mnóstwo osób, a graficy dostają wtedy palpitacji serca). Chciałabym opowiedzieć Wam, dlaczego logo, które zaprojektowałam składa się z bardzo prostych liter i cylindra z niebieską wstążką.

Zacznę od początku. Zastanawiałam się, jakie powinno być takie logo. Wytyczne mówiły o tym, aby wyglądało „profesjonalnie, ale było przyjemne dla oka”, aby zachęcało młodych biznesmenów i studentów do czytania i zainteresowania się sztuką. Całość miała być dość prosta, nieco minimalistyczna, oparta na nazwie bloga. W sumie miałam sporą dowolność (albo źle zebrałam wymagania ;)).

Zastanawiałam się, co dla mnie oznacza hasło „biznes to sztuka”, pytałam ludzi na moim fanpage'u. Szukałam inspiracji, wszelkich powiązań, skojarzeń i innego myślenia niż moje, aby nie zamykać się wśród pierwszych pomysłów, które w grafice często wcale nie są genialne. 

Sytuacje i historie, które słyszę i obserwuję, utwierdzają mnie w przekonaniu, że biznes to sztuka.


Na początku myślałam o biznesie związanym ze sztuką – o malarzach, muzykach, projektantach, aktorach, tancerzach etc. To było bardzo prostolinijne, oczywiste dla mnie na pierwszy rzut oka. Im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym większy sens widziałam w głębszym znaczeniu sztuki biznesowej. Niedawno skończyłam studia, więc rynek pracy wciąż mnie zaskakuje. Mam znajomych pracujących w przeróżnych miejscach i zawodach. Sytuacje i historie, które słyszę i obserwuję, utwierdzają mnie w przekonaniu, że biznes to sztuka. Prowadzenie własnej działalności, zarządzanie zespołem, odpowiedzialność za wykonywane zadania… Sztuką jest z jednej strony robić to wszystko dobrze, prawidłowo, z zyskiem dla firmy i pracowników. Z drugiej strony sztuką jest robić to dobrze, a przy tym być dobrym – nie oszukiwać urzędów, nie koloryzować prawdy przed klientem, nie wciskać mu produktów, które nie spełniają jego wymagań, nie zawyżać cen, godziwie płacić pracownikom. Uczciwość, szlachetność i szczerość to wartości, które dla wielu osób nie mają związku z biznesem dzisiejszych czasów. Kryzys, wysokie podatki, duża konkurencja nie ułatwiają wejścia na rynek i utrzymania się na nim, ale nie jest to także usprawiedliwienie dla niehonorowych zachowań. Doszłam do wniosku, że bycie uczciwym przedsiębiorcą jest jak bycie gentlemanem, od którego wymaga się wysokiej kultury osobistej i obycia w towarzystwie. Dla ułożonego mężczyzny, także biznesmena, dobre maniery i szlachetna postawa są oczywiste. 

Grono gentlemanów XIX w. na spotkaniu biznesowym

Wyobraziłam sobie grono gentlemanów XIX w. na spotkaniu biznesowym. Każdy z nich we fraku, wąskich jasnych spodniach i śnieżnobiałej krochmalonej koszuli. Wszyscy w białych rękawiczkach, z laseczkami o srebrzystych gałkach i w wysokich cylindrach na głowach. Jeden z kapeluszy ukradłam z wyobrażonej scenki i umieściłam w logo. Jest on symbolem niełatwej sztuki bycia gentlemanem biznesu dzisiejszych czasów. Niebieska wstążka to akcent bardziej współczesny. Kolor ten często pojawia się w identyfikacji wizualnej poważnych przedsiębiorstw zajmujących się zarządzaniem procesami i finansami. Nie jest wyzywający, nie prowokuje, nie kojarzy się ze zbytnią swobodą. Zastosowany font to Baron Neue. Bezszeryfowy, prosty, nowoczesny i wyraźny. Bez podziału na wielkie i typowe małe litery całość jest bardziej spójna. Jedynie wyraz „to” pomniejszono, a jego podkreślenie zostało potraktowane jako myślnik pomiędzy biznesem i sztuką, które są najważniejsze w całym logo. Uznałam, że retro fonty pełne zawijasów lub pięknej ręcznej kaligrafii zaszufladkują grafikę w przeszłości i sprawią, że cały blog nabierze charakteru wspomnień i rozmyślań sprzed wielu lat, a nie aktualnej bazy wiedzy i doświadczeń młodych przedsiębiorców i artystów.
Ewa Olborska

Więcej projektów utworzonych przez panią Ewę Olborską na: www.olborska.blogspot.com

3 lipca 2014

Ukryte życie projektów

Englih&Management Academy
123rf

I tu przychodzi refleksja. Co z tego, że po przetłumaczeniu powierzonego mi tekstu jestem „dumny i blady”. Przecież jego prawdziwe życie zaczyna się właśnie w tym punkcie, w którym dla mnie przestaje on być częścią życia. 

  Zadanie

Nie ukrywam, że za każdym razem, gdy kończę tłumaczyć projekt, przepełnia mnie duma a moja samoocena ulega chwilowemu zawyżeniu. Lubię to uczucie, gdy już wszystko zostało sprawdzone, przedyskutowane z klientem i dopieszczone do ostatniego przyimka i zaimka.

Ostatnie zlecenie pozwoliło mi jednak dostrzec inny aspekt mojej pracy. Było ono dość nietypowe, ale to właśnie niepowtarzalność i wyzwania lubię najbardziej. O tym jednak kiedy indziej…

Zostałem poproszony o przejrzenie około dwudziestu artykułów prasowych z ostatnich czterech lat i przygotowanie streszczenia każdego z nich. Cóż, nie takie proste, jak się wydaje. Po pierwsze, co znaczy takie streszczenie, co klient ma na myśli? Następnie, kto to będzie czytał? W jakim celu ma powstać takie zestawienie? Odpowiedź na każde z tych pytań ma dla tłumacza niebagatelne znaczenie za każdym razem, gdy podejmuje się on nowego zlecenia.

Powiedzieć, że odpowiedzi mnie zaskoczyły, to za mało. Zleceniodawcą była utalentowana saksofonistka izraelskiego pochodzenia, która na co dzień mieszka w Stanach Zjednoczonych. Sagit, bo tak ma na imię, ubiega się właśnie o Zieloną Kartę, i potrzebuje wypełnić gro załączników, aby jej podanie zostało pozytywnie rozpatrzone. Moim zadaniem było wybrać do jednego z załączników takie fragmenty, które przedstawiłyby ją jako wyraźną gwiazdę na jazzowym nieboskłonie. Sagit koncertowała już w Polsce, w Niemczech i na Ukrainie, więc materiałów było pod dostatkiem (przypomnę, 20 artykułów). Do mnie należało wyłowić kluczowe informacje i przedstawić je w sposób, który przemówiłby do bezwzględnego urzędnika w wielkiej machinie administracji rządowej amerykańskiego mocarstwa.

Refleksja

I tu przychodzi refleksja. Co z tego, że po przetłumaczeniu powierzonego mi tekstu jestem „dumny i blady”. Przecież jego prawdziwe życie zaczyna się właśnie w tym punkcie, w którym dla mnie przestaje on być częścią życia. Właśnie oddałem tych kilka stron, które mogą zdecydować o przyszłości konkretnej osoby. Jej plany, marzenia, czy decyzje zależą od osoby, która będzie miała w rękach właśnie ten tekst.

W tym miejscu pomyślałem o innych zleceniach, które miałem okazję wykonać. Przeprowadziłem ćwiczenie umysłowo-duchowe, które polegało na tym, że spróbowałem odgadnąć, co każde z nich wniosło w życie zawodowe lub prywatne zleceniodawcy. Pomyślałem o międzynarodowych wydarzeniach kulturalnych organizowanych przez organizacje pozarządowe czy o konkretnych korzyściach finansowych i wiedzy dla moich klientów przedsiębiorców. Uśmiechnąłem się pod nosem na myśl, że kilka razy wcielałem się w rolę istnej „swatki”, która dwie instytucje mówiące różnymi językami łączy w jeden udany związek.

Jeśli działacie w branży usługowej, pomyślcie przez chwilę, co dzieje się z waszą usługą. Jak wygląda „ukryte życie dzieła” po oddaniu go w ręce klienta? To samo z produktami: czy podnoszą jakość życia, dają radość lub wiedzę? Jakie są ich dalsze losy (chyba, że wasza firma zajmuje się dystrybucją papieru toaletowego – wtedy nie radzę wchodzić w takie detale). Postanowiłem, że za każdym razem będę stawiał sobie te pytania: aby w pokorze i „z sercem” podejść do tłumaczenia i na końcu, aby cieszyć się wraz z klientem „ukrytym życiem dzieła”. To o wiele lepsze niż prosty (czy nawet prostacki) samo zachwyt).
--
Autor: Przemysław Wilczyński

9 lutego 2014

Trasa koncertowa od kuchni

Englih&Management Academy
Grzegorz i Barbara Rogala w trasie


Jeśli ktoś myśli, że praca muzyka zaczyna się wtedy, gdy wchodzi na scenę, a kończy wraz z ostatnimi dźwiękami tego wieczoru to bardzo się myli…


Od kiedy wyszłam za mąż za muzyka jazzowego, rytm mojego życia wyznacza „trasa”. To nie tylko okres, w którym Grzesiek wyjeżdża na koncerty. „Trasę” zwyczajowo dzielimy na trzy etapy: przed trasą, trasa, po trasie… Często mamy z tego podziału niezły ubaw! Często też używamy tych nazw jako skrótów myślowych na określenie stanu emocjonalno – fizycznego w jakim się znajdujemy. Grzesiek jest pewnego rodzaju „kombajnem” jeśli chodzi o organizację tras koncertowych. Dlatego każdy etap pełen jest zobowiązań, ale też niespodzianek, które musimy wszyscy unieść… Na początek zaznaczę, że pracujemy w domu. Ci, którzy często rozmawiają z nami przez telefon wiedzą o tym, bo w tle nieustannie słychać zabawy dzieci, w porach obiadowych – stukanie garnków w kuchni, albo nasze granie, śpiewanie. Zależy, kto odbiera telefon.

„Trasę” zwyczajowo dzielimy na trzy etapy: przed trasą, trasa, po trasie…


Do pierwszego etapu przygotowań trasy koncertowej należą m.in. przygotowanie ofert, mailing, rozmowy z kontrahentami, a następnie przygotowanie umów, nieustanny kontakt z artystami, grafikami, którzy projektują plakaty, ulotki. Kiedy wszystko jest już potwierdzone, ustalone, trzeba przygotować i wysłać odpowiednią ilość plakatów w odpowiednie miejsca.
W tym momencie mój wzrok padł na wystające spod łóżka plakaty z różnych tras koncertowych, które „jeszcze się przydadzą”. Marysia, nasza 3.5 letnia córka, bardzo lubi pomagać tacie w pakowaniu plakatów. Obsługa taśmy klejącej należy więc do niej! Ja czasem wypisuję potrzebne dane na plakatach, bo podobno ładnie piszę, a następnie Grzesiek wysyła to wszystko tam, gdzie potrzeba. Cały ten pierwszy etap kosztuje nas z reguły dużo nieprzespanych nocy, w związku z nadmiarem pracy, zwłaszcza tej przy komputerze.

Drugi etap to wyjazd, czyli trasa. Osobiście za nim nie przepadam… Nie lubię, jak mój mąż wyjeżdża z domu. Pocieszam się, że nie jestem jedyną żoną na tym świecie, która tak ma, więc wpadam po prostu w pewien emocjonalny tunel, który nazywam „przeczekaniem”. Najważniejsze, aby nie stracić ze sobą w tym czasie kontaktu. Grzesiek często rozmawia z nami przez telefon. Lubię dowiadywać się, jak idą koncerty, jak reaguje publiczność, jak On się czuje w hotelu, z artystami, organizatorami… Sama opowiadam o codziennych przebojach z naszymi dziećmi. To dla mnie zwykle trudny czas, nie tylko ze względu na tęsknotę za Grześkiem, ale także na nadmiar obowiązków. Przecież nie mogę wziąć wolnego na studiach, w pracy, tylko dlatego, że mój mąż wyjechał na parę dni! Czuję się wtedy jak lwica, która walczy, chce podołać tym wszystkim obowiązkom.


Jest taki dowcip, który przypominamy sobie zwykle w drugim etapie trasy – „czym różni się muzyk jazzowy od kierowcy tira? Tym, że jak dojedzie na miejsce to gra koncert….

Ten etap jest zwykle najbardziej obfitujący w niespodzianki. Nasze dzieci chorują bowiem najczęściej, kiedy właśnie zostaje z nimi sama w domu… A u Grześka? Zepsute auto, hotel nie taki jak miał być, pociąg się spóźnił, korek – nie dojechali na czas, w zestawie perkusyjnym brakuje stojaka, a nuty nie takie jak trzeba… Zwykle jednak wszystko kończy się dobrze. Z pierwszymi dźwiękami, a potem z aplauzem publiczności schodzą wszystkie napięcia.

---
Barbara i Grzegorz Rogala są muzykami, którzy wspólnie prowadzą agencję artystyczną ROGALA MUSIC

12 stycznia 2014

Śniadanie dla menedżera

Englih&Management Academy

Śniadanie dla menedżera

 
Śniadanie dla menedżera / Photl


Jedną z najbardziej charakterystycznych cech Ludzi Biznesu jest bezustanny pośpiech. W natłoku codziennych zajęć nie rzadko zdarza im się zapominać, jak funkcjonowanie na najwyższych obrotach wpływa na zdrowie i tryb życia. W większości wypadków – niestety jest źródłem dezorganizacji w regularnym jedzeniu, a przede wszystkim zaniedbania najważniejszego posiłku w ciągu dnia – śniadania. 


Jak ważne jest śniadanie dla naszego ciała? Jak ułatwia efektywne wykorzystywanie energii w ciągu dnia? Co zrobić, żeby śniadanie znalazło się w harmonogramie dnia, bez konieczności poświęcania na jego przygotowanie dużej ilości czasu? Zapraszamy do zapoznania się z naszymi wskazówkami.
Śniadanie powinno być jednym z co najmniej trzech posiłków w ciągu dnia i dostarczać nieco ponad 1/3  dobowego zapotrzebowania na energię i składniki odżywcze. Ponadto powinno być pożywne, zaspokajać głód po długiej nocnej przerwie, a przede wszystkim na tyle smaczne i atrakcyjne, aby było motywacją do spędzenia kilku chwil przy stole w czasie porannego zgiełku. 

Śniadanie spożyte w czasie kilkudziesięciu minut od wstania z łóżka niesie za sobą bardzo wiele korzyści. Zjedzenie porannego posiłku, przede wszystkim: 
  • dostarcza paliwa – glukozy, do pobudzenia działania mózgu – osiągamy lepsze wyniki w pracy umysłowej 
  • ułatwia pracę mięśni – pozwala osiągnąć większą wydolność i wydajność pracy fizycznej 
  • zwiększa odporność na stres 
  • wspomaga odporność na czynniki chorobotwórcze 
  • poprawia samopoczucie 
  • ułatwia utrzymanie należnej masy ciała 

Wiele osób twierdzi, że ominięcie śniadania pozwala na wydłużenie czasu snu… Nic bardziej mylnego! Organizm prawidłowo odżywiony już na początku dnia równomiernie zużywa zapas energii, dzięki czemu praca w godzinach porannych i popołudniowych jest wydajna i przyjemna, natomiast wieczorem, gdy nadchodzi czas odpoczynku, mamy szansę na wyciszenie wszelkich procesów trawiennych, co pozwala na zużywanie energii dla celów regeneracji naszego ciała, cykle dobowe poszczególnych narządów przebiegają prawidłowo, a nasze samopoczucie z dnia na dzień jest coraz lepsze. W rezultacie – sypiamy lepiej i budzimy się wypoczęci.

--
Autorka: Joanna Weiner jest specjalistką ds. odżywiania
 

Muzyka, firma i rodzina: część-1

Englih&Management Academy

Muzyka, firma i rodzina

część-1


Grzegorz Rogala

Parę dni temu nasza 3 letnia córka Marysia w trakcie wieczornej, biznesowej (a jakże)  rozmowy, wtrąciła się ze zdaniem: „Wiecie co jest dobre na życie?? Miłość!!!”

Z perspektywy Żony…  

Zmieszały się we mnie różne uczucia. Duma – bo w końcu to największa mądrość i moja 3 letnia córka mi ją przypomniała… i wstyd. Co my robimy? W trakcie kolacji z dzieckiem poruszamy tematy związane z trasą, transportem, relacjami z kontrahentami… Marysia wybrnęła z sytuacji w sposób fantastyczny. Po kolacji skakała na środku pokoju krzycząc z radością: „Jestem sobą” !!! Patrzyłam na nią z niedowierzaniem… czy to naprawdę możliwe, żeby była aż tak podobna do mojego męża? Być może nie skacze on za często po pokoju krzycząc „jestem sobą!!!”, choć i to mu się zdarza, ale zdecydowanie jest to postawa jego życia. Nie tylko zawodowego. To główny powód, dla którego postanowiłam z nim współpracować i założyć Agencję Artystyczną ROGALA MUSIC.


Barbara i Grzegorz Rogala

Firma marzyła nam się już od jakiegoś czasu… Oboje mamy bogate życie koncertowe. W rozmowach na ten temat dominowały jednak negatywne emocje. Chyba każdy, kto do własnego biznesu się przymierzał lub przymierza, musi to przejść. Masz kreatywny pomysł, ale kiedy myślisz  o firmie to oczami wyobraźni widzisz, jak stosy papierów zaprzątają najpierw twój umysł, a następnie twój dom…  

Trochę jest w tym prawdy. Zwłaszcza, kiedy firmę zakłada dwoje artystów, którzy o jej funkcjonowaniu mają niewielkie pojęcie. Ale…  dążenie do wiedzy – oto klucz do sukcesu! Zaraz po nim przydaje się umiejętność zadawania pytań. 

W naszej firmie, jak i w życiu (bo trudno rozdzielić te dwie kwestie w przypadku, gdy w firmie pracują dwie osoby i to jest małżeństwo…) uzupełniamy się. Pan Bóg spotkał nas ze sobą w sposób doprawdy niezwykły. Nasze charaktery są tak różne, a jednak tak bardzo sobie nawzajem potrzebne.


Ciąg dalszy...


--
Barbara i Grzegorz Rogala są muzykami, którzy wspólnie prowadzą agencję ROGALA MUSIC

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Distributed By Gooyaabi Templates